Tuż obok Krakowa, na południowy wschód znajduje się niewielkie miasteczko. Jego granice zlewają się już właściwie z przedmieściami miasta królów Polski. Choć na mapie miasteczko to wydaje się dość niepozornie, to według wielu swoją sławą przyćmiewa sam Kraków. Chodzi o starą Wieliczkę z jej rozległą podziemną kopalnią. Perłę w koronie dawnego Królestwa Polskiego, źródło dumy i bogactwa królów.



Zacznijmy jednak od początku:

Do Wieliczki dojeżdżamy spod Dworca Głównego w Krakowie autobusem 304. Zatrzymujemy się tuż pod wejściem do kopalni. Z tyłu park za którym wznosi się, teraz niewidoczny za koronami drzew zamek żupny zbudowany przez Kazimierza Wielkiego. Kupujemy bilet i wchodzimy do kopalni. Zwiedzanie odbywa się w zorganizowanych grupach z przewodnikiem – aby nikt nie zgubił się wędrując po plątaninie korytarzy w dole. Z zawrotną prędkością zjeżdżamy pełną podekscytowanych turystów górniczą windą, w głąb ziemi. Przemierzając w pionie kolejne metry cofamy się również w czasie – do okresu gdy na ziemi nie było jeszcze ludzi. Jedynie w odległej Afryce żył wówczas prawdopodobnie jakiś gatunek wyprostowanych małp – nasi odlegli przodkowie. 14 milionów lat temu, w epoce Miocenu na obszarze Polski szumiało nie istniejące dziś, tak zwane Morze Tetydy. Na jego dnie osadzała się i krystalizowała sól która tworzy dziś szerokie pokłady pod Wieliczką i okolicznymi miejscowościami.

Po wyjściu z windy zanurzamy się w magiczny, podziemny świat nazywany przez zagranicznych turystów jednym z cudów świata (Co roku Wieliczkę odwiedza ponad milion ludzi). Pięknie rzeźbione przez dawnych górników wysokie komnaty, korytarze, podziemne jeziora zabarwione w najróżniejsze kolory rozpuszczonymi w nich minerałami. Ciemne szyby, kominy, podziemne przejścia. Wszystko to musiało budzić nabożny szacunek i lęk w średniowiecznych górnikach którzy od XIII wieku drążyli te korytarze. Tysiące z nich zginęło od wybuchów metanu, czy innych czyhających tu kiedyś niebezpieczeństw. Czy ich duszami zaopiekował się skarbnik – tajemniczy władca podziemnego świata? Żupa solna – czyli kopalnia to dziś najstarsze działające w Polsce przedsiębiorstwo. W liczących siedemset lat podziemnych korytarzach można obecnie zorganizować bal, ślub a nawet naukową konferencję. Noc w podziemnym hotelu może być niezwykłym przeżyciem – podobno klimat panujący w kopalni ma bardzo pozytywny wpływ na nasze zdrowie.

  Po obejrzeniu ostatniej komnaty wypełnionej skamieniałościami i minerałami sprzed milionów lat wchodzimy znów do windy jadącej na powierzchnię. Na plecach poczuć można jednak jakiś badawczy wzrok. Czyżby jakaś wysoka długobroda postać przyglądała się nam z pogrążonego w ciemnościach korytarza? Oczami wyobraźni dostrzegamy Skarbnika – ducha kopalni w kapturze i z górniczą lampą którą porusza na pożegnanie. Drzwi windy zatrzaskują się szybko i ruszamy znów w kierunku powierzchni.

Ekstremalnie po Wieliczce