Klasztor na Bielanach. Najbardziej mistyczne miejsce w całym Krakowie a może i całej Polsce?
Od stuleci mieszkają tu mnisi – pustelnicy, którzy porzucili życie zwykłych ludzi, aby w spokoju i ciszy oddawać się modlitwie i zadumie.

Wędrówkę do klasztoru rozpoczniemy na Krakowskim Salwatorze. Stąd kilka autobusów wyrusza bezpośrednio na Bielany. (269, 209, 229, 239) Autobus  jedzie wzdłuż Wisły, lawirując na zakrętach wśród drzew, by w końcu zatrzymać się na przystanku „Klasztor Bielany”. Widać stąd słynną Srebrną Górę, a na niej wznoszące się w niebo wieże kościoła. Obok szosy tyczki na których zakonnicy uprawiają winorośl czy inne smakowite rośliny. Teraz, wczesną wiosną, tyczki są jednak puste. Mijamy figurkę  Matki Boskiej by ruszyć dalej okoloną drzewami drogą. Na czubku wzniesienia majaczą coraz bliższe potężne zabudowania. Nie mogę się doczekać gdy uda się przekroczyć próg  spowitego tajemnicą klasztoru!

Po drodze zapierają dech widoki ze Srebrnej Góry. Według historyków miejsce to na początku XVII wieku należało do Sebastiana Lubomirskiego, twórcy potęgi rodu Lubomirskich. Górę postanowił odkupić od niego Mikołaj Wolski, czarownik i alchemik który pragnął zbudować tu klasztor. Świątynia miała stanowić pokutę za wszystkie jego grzechy i pomyłki popełnione w życiu. Problem polegał jednak na tym, że Lubomirski nie chciał odsprzedać ziemi. Spór zakończył się na uczcie, gdy właściciel oddał miejsce na klasztor, za górę srebrnych talerzy. Od tego czasu, wzniesienie zaczęto nazywać Srebrną Górą

Po przekroczeniu bramy z herbami zakonu, do kościoła prowadzi wąska, otoczona murem droga, tak zwana „szyja”. Docieramy pod furtę. Otwierana jest ona codziennie, praktycznie co pół godziny (tutaj można sprawdzić kiedy: http://www.kameduli.pl/index.php )  Niestety, kobietom wstęp jest wzbroniony. Mogą one przekraczać bramę tylko w czasie 12 wyznaczonych dni w roku. Po odczekaniu kilkunastu minut, na odpowiednią godzinę, dzwonimy zawieszonym u drzwi dzwonkiem. Wpuści nas brat opiekujący się furtą.


 Ludziom z zewnątrz wolno wejść do kościoła i na dziedziniec, zabronione jest jednak wejście dalej – surowa klauzula nie zezwala na kontakt części mnichów z turystami. Na fasadzie Kościoła widać figury kilku świętych, a na samym szczycie Maryi – patronki tego miejsca. Wejdźmy do świątyni.  Tabliczka mówi żeby nie wykonywać fotografii, księża zgadzają się jednak na fotografowanie wnętrza, bez używania lampy błyskowej. Zabronione jest tylko robienie zdjęć mnichom.

 W murach tego klasztoru miało miejsce wiele ważnych dla miasta i całego kraju wydarzeń. Król Jan Kazimierz uciekając w XVII wieku przed Szwedami, miał stąd spoglądać na płonący Kraków. Król Jan III Sobieski i jego żona: Marysieńka byli w klasztorze przed wyprawą do Wiednia. Miejsce później dawało schronienie różnym polskim powstańcom. Papież Jan Paweł II odwiedzając klasztor miał powiedzieć znamienne słowa. Według nich miasto Kraków  zawdzięcza swoją nienaruszoną egzystencję właśnie modlitwom mnichów z klasztoru na Srebrnej Górze.

Kościół Kamedułów (źródło zdjęcia: Wikipedia)

Kończąc wycieczkę do klasztoru Kamedułów wrócić możemy znów na leżącą poniżej szosę.
Ja czekając na autobus do Krakowa wykonałem jeszcze niewielkie szkice klasztornej góry:


Czy wiecie że?



Założycielem zakonu Kamedułów był święty Romuald z Rawenny. Pochodzący z książęcego rodu Romuald żył pełnią życia, aż w wieku 20 lat doznał szoku, który odmienił całkowicie sposób w jaki patrzył na świat. Ojciec Romualda, na oczach syna zabił w potyczce własnego brata! Aby odkupić swoje winy dwudziestolatek wstąpił najpierw do Benedyktynów, a potem został założycielem własnego zakonu. Od miejscowości Cameldoli gdzie powstał pierwszy kościół,  zakonnicy otrzymali swoją nazwę. Romuald zmarł ponoć w wieku 120 lat – po 100 latach pokuty za 20 lat grzesznego życia.