Archeolodzy mówią, że historia Dobczyc rozpoczyna się tysiące lat temu gdy w Epoce Brązu powstała tu osada. A może jeszcze wcześniej? Jednak pierwszy raz ta nazwa zapisana zostaje w dokumencie z 1225 roku. XIII wiek widział też początki Dobczyckiego zamku. Murowana warownia wkrótce stała się najpotężniejszą twierdzą w okolicy, jej właściciele uzyskali zaś prawo do karania przestępców śmiercią. W zamku znajdowała się izba tortur (można ją zwiedzać do tej pory) za murami majaczyła ponura szubienica na której czasami wisiały zwłoki złapanych przestępców. Średniowieczną warownię zniszczyła dopiero w 1702 roku nowoczesna armia Szwedzka, przy pomocy licznych armat. Od tego czasu budowla popadała w ruinę aż całkiem ją opuszczono. Według opowieści ludzi z tej okolicy dawno temu, jeszcze w połowie XVIII wieku opiekunka dziecka uderzyła przypadkiem kluczami o jedną ze ścian budynku. Odpadł tynk odsłaniając tajemną komnatę gdzie znalazła garnek ze złotem. Ta historia długo rozpalała wyobraźnię dobczyckich awanturników i poszukiwaczy.

Zamek odbudowany został dopiero w XX wieku, obecnie można go zwiedzać, (jednak jest udostępniany jedynie w sezonie!). Z postrzępionych murów położonej na wzgórzu twierdzy rozciąga się widok na zaporę i zalew w Dobczycach. Z wodnego zbiornika pobierana jest woda dla Krakowa, jezioro dotąd nie było więc dostępny do pływania. Dzięki negocjacjom tutejszych stowarzyszeń wkrótce być może jednak ta sytuacja się zmieni.


 Na  zamkowym wzgórzu, za kratowaną bramą i fosą przycupnęła mała drewniana wioska. Tu zgromadzono zabytkowe budowle z całej okolicy. Pośrodku karczma „na zbóju”. Podobno w 1732 roku na budynek napadło 7 tatrzańskich zbójników pod wodzą hetmana Giertuda, jeden z nich po rabunku zabity został przez miejskich strażników. Pochowano go gdzieś w obrębie karczmy i stąd wzięła się jej nazwa. Do tej pory w sieni wystrugany z drewna zbójnik prosi o datki dla muzeum.


 W mini skansenie zobaczymy jeszcze dobczyckie stroje ludowe, warsztaty dawnych rzemieślników (garbarzy, stolarzy, garncarzy) wozownię i wreszcie koryto do … parzenia świń. (Nie znającym tego terminu należy się wyjaśnienie. Dla zwierzęcia nie było to nic przyjemnego. Po prostu martwe wkładano je do koryta, polewano wrzątkiem i skrobano.)


Cała pofałdowana okolica Dobczyc zachęca do pieszych albo rowerowych wycieczek. W pobliżu majaczy skryte w lesie tajemnicze wzgórze Trupielec. Różne rzeczy można usłyszeć od ludzi o tym miejscu. Według jednych nazywało się ono kiedyś Turzą Górą. W połowie XV wieku kryjówkę mieli tu Bracia Żebracy (rozbójnicy z nieopłaconego wojska pod wodzą herszta Charstka.) W 1467 roku brutalni żołdacy opanowali zamek i miasto Dobczyce. Dopiero wojsko które nadeszło z Krakowa rozbiło bandę, do ostatniego wybijając rozbójników z Turzej Góry. Odtąd wzgórze gdzie była kryjówka ma nazywać się Trupielec. Inni mówili, że tu stoczono potyczkę ze Szwedami – i długo później walały się w okolicy porozrzucane przez dzikie zwierzęta ludzkie kości. Jedno jest pewne, lepiej nie zostawać w tym miejscu po zmroku.
Nie wiadomo ile prawdy jest w ludowych opowieściach, jednak archeolodzy znaleźli na Trupielcu prastare kurhany. To grobowce gdzie złożono spalone szczątki ludzi jeszcze z pogańskich czasów.

W grudniu 1914 roku o wzgórze toczyły się zażarte walki między wojskami Rosyjskimi a żołnierzami z Austro-Węgier. Do dziś rosyjskie okopy przecinają górę i prastare grobowce. Rosjanie wkrótce musieli się wycofać przed napierającymi wojskami.. ale czy nie wypłoszyła ich stąd jakaś pradawna groza drzemiąca na tych wzgórzach?